» SoDog i kilka słów o naszych zawodach…

Dodano: niedziela, 3 Grudzień 2017 roku, napisał(a): Ela Wydra

ola

Dobrze podsumowując sobotę. Pojechaliśmy na zawody psich zaprzęgów w Runowie. Organizują je ludzie, którzy mnie i nie tylko mnie zarazili zaraza sportu zaprzęgowego. Tutaj serdeczne podziękowania dla Justyna WydraGrzegorz WydraElżbieta Wydra oraz ich znajomych, rodziny i przyjaciół – ponieważ dzięki nim „nowi” i „wyjadacze” moga się spotkać w jednym miejscu i świetnie bawić.

Zawody te są w konwencji Mikołajowej i jak na razie to jedyne zawody w Polsce, w tym roku, gdzie możliwe są starty zawodników bez licencji, takich jak ja – jednym słowem… oraz miejsce gdzie mogą debiutować nowi zawodnicy… bo jeśli myślicie, że zostać zawodnikiem psich zaprzęgów jest łatwo to się mylicie.

O samych zawodach, doskonała organizacja i przepływ informacji. Pomimo tego, że wiele osób zgłasza się na ostatnią chwilę (dosłownie) (szacun Dominika Alicja Kolenkiewicz) lub tak jak ja w ostatniej chwili wprowadza zmiany w składzie zaprzęgu… wszystko jest dopracowane na medal.

Super zabezpieczenie medyczne, karetka, 2 załogi ratowników plus samochód terenowy (ratowniczy z wyciągarka) ratownicy czujni – a nie znudzeni życiem… Wydry robią tak, że każdemu udziela się ta atmosfera…
Pogoda nie rozpieszcza w tym roku, więc na trasie błoto… to zdjęcie wykonano chyba na jedynym odcinku bez błota… a mimo to trasa oznakowana tak, że nie sposób się zgubić, niebezpieczne miejsca wszytsko oznakowane i dokładnie omówione. Funkcyjnych na trasie nie brakuje – i są to strażacy OSP. Człowiek czuje się bezpiecznie, choć w sumie nie oszukujemy się to jest po bandzie.
Wiem, że trzech bojowników pracowało nad tą trasą prawie całą noc z pt na sobotę i jeszcze w sobotę rano… i czuje do nich ogromny szacunek.
Pomiar czasu sprawny i do tej pory kompletnie nie rozumiem schematu jego działania  więc wam nie wytłumacze jak Michał Kuciapski i jego kumple to mierzą…
Na zawodach 70 zaprzęgów! Czyli zawody z roku na rok przyciągają kolejnych… i słusznie bo jest do czego.

My… czyli te o to psy… Szagi, Jabba, Dyzio The Dog oraz Jazz z Takun…. i ja.
Strasznie się bałam tego startu, raz że to mój debiut w klasie C, dwa że bez Yoty – która ten zaprzęg zazwyczaj prowadzi.
Mieliśmy chyba spoko start, dziękuję Dorota Pietrusiewicz za przytrzymanie czarnej jędzy – ja bym tego lepiej nie zrobiła. Psy dały z siebie wszytko, idealna współpraca między sobą… Szagi, który jest po ostrych przejściach życiowych, dla którego sam start jest wyzwaniem psychicznym porostu ogromnym… moim zdaniem pokazał klasę prowadząc tą bandę… Jabba nie młoda już, jednak doświadczona mocno zawodniczka wszystkich psich sportów jakie przyszło mi na myśl trenować – zgodnie z założeniem dodała mu odwagi, równocześnie udowadniając mi poraz kolejny, że jest psem na którego mogę zawsze liczyć i w każdych warunkach. Dyzio The Dog, którego właścielem jest Darek Gajewski, a który z przyczyn losowych trenuje w moim zaprzęgu, i jest częścią ruchomą mojej psiej familii ma jednak żyłkę rywalizacji, która tu nie była bez znaczenia… na samym końcu Jazz Takuna FCI New Dream – nieokiełznany ciągnik… bo nie wiem jak go nazwać inaczej, który nie lubi biegać z przodu i marnować energii bez powodu… dał absolutnie czadu! Nie wiem gdyby nie ten pies lokomotywa, błoto by mnie wciągnęło… odpowiedni pies w odpowiednim miejscu  widząc jak walczy w błocie, mi samej dodawał sił by pchać ten wózek i biec… ale innym psom, które dzięki niemu nie poddawaly się, gdy wytracalismy prędkość w błotnych czeluściach… ani na moment nie poluzwał liny i nie wiem jakim cudem darował sobie pozowanie do zdjęć – bo to cholernie lubi 

Żeby nie było tak malinowo tylko, Szagi dwukrotnie (moim zdaniem bardzo sprytnie z jego strony) planował skręcić w inny skręt niż trzeba…. bo tam błota nie było i nie ukrywam że i ja miałam na to ochotę… ale cóż nie było nam dane.
Błoto… błoto… błoto…
Tak więc osiągnęliśmy nasz cel i mamy zaliczony kolejny etap do licencji zaprzegowej, całkiem przyzwoity czas (24:27,47, na 5,5 km) oczywiście porównując go z innymi czasami zawodników startujących na tych zawodach i jak na tak mieszany zaprzęg (psy z adopcji, kundelki ect), warunki na trasie ect i to jedna z rzeczy która bardzo cieszy…. w klasie C0 zajęliśmy 2 miejsce, aczkolwiek nie uważam tego za zaszczególny wyczyn… jako, że była to naj mniej liczna klasa… C0 to klasa gdzie startują mixy… czyli psy nie rasowe, najczęściej specjalne mixy zaprzegowe osiągające kosmiczne prędkości… z którymi konkurować nie mamy szans. Nie o to jednak chodzi…
Cieszyłam się jak dziecko, bo moje psy walczyły razem ze mną, bo błoto nas nie złamało, bo byliśmy jednością i współpraca… a o to przecież właśnie chodzi w psich zaprzegach.


Przeczytaj poprzedni wpis:
Wszystkie rudaski już w nowych domach :)

Zamknij