» Happy – malamut o wielkim sercu

Dodano: wtorek, 29 Październik 2019 roku, napisał(a): Ela Wydra

W tym okresie zaczynaliśmy budowę naszego domu na wsi. Rozpoczynał się nowy etap rodzinnego życia powiększony o Happy. Dołączyła do stada pierwszych malamutów, a gdy 4 miesiące później urodził się Apacz, pozyskała młodszego braciszka.
Happy od początku wyróżniała się niezwykłą łagodnością i ufnością. Zarówno do ludzi jak i do psów. Nigdy nie zadarła z żadnym psem. Nigdy! Zawsze wybierała zgodę a nie wojnę.
Dzieciństwo Happy było szczęśliwe i beztroskie. Wychowywały ją nasze pierwsze malamuty: Maja, Nauka, Tashu i Szeryf. Gdy skończyła rok dzielnie dołączyła do zaprzęgu i tworzyła idealny duet z Szeryfem w pierwszej parze zaprzęgu.
Wychowałam się na Starej Pradze. To dzielnica miasta znana jako niebezpieczna część stolicy.
Tu chodziłam do szkoły podstawowej i tu należałam do drużyny harcerskiej, którą po latach prowadziłam skupiając grupę wspaniałych dzieci, zaniedbanych w domach rodzinnych, mających problemy z nauką. Na szczęście, właśnie w harcerstwie zrealizowanych i dowartościowanych.
Gdy dorosłam i założyłam własną rodzinę, wyjechaliśmy z Pragi i zamieszkaliśmy z malamutami na wsi. Jednak wspomnienia dzielnicy mojego dzieciństwa były wciąż silne i cały czas ciągnęło mnie na Pragę.
Nasze malamuty pracowały w zaprzęgach od jesieni do wiosny, a potem, kiedy ze względu na upały nie powinny biegać w zaprzęgach, nudziły się niemiłosiernie. Kiedy nadeszło lato i doznałam nagłego olśnienia! Wrócę na Pragę z malamutami!
I tak w 1996 roku razem z Happy, Apaczem i Szeryfem zgłosiliśmy się do Ogniska Wychowawczego na Pradze, mieszczącego się w tzw. „Trójkącie bermudzkim” Warszawy. Zaproponowaliśmy cykliczne przyjazdy do Warszawy na spotkania dzieci i młodzieży z naszymi psami, tak by dzieci mogły się z nimi bawić, ćwiczyć i je poznawać.
Dyrektorka Świetlicy przyjęła nas entuzjastycznie i umówiliśmy się na pierwsze spotkanie. Dzieci i psy były zachwycone. Happy skupiała wokół siebie głównie dziewczynki. Zachwycała je swoją olbrzymią łagodnością i cudownym malamucim uśmiechem. Wiedziałam, że Happy jest najdelikatniejszym malamutem świata i zawsze miałam do niej absolutnie pełne zaufanie.
Zajęcia z dziećmi zmotywowały mnie, by razem z Happy zgłosić się na kurs dogoterapii. To była nasza wielka przygoda! Dogoterapia w Polsce dopiero się rodziła. W ramach kursu zdobyłyśmy wiedzę teoretyczną i praktyczną zakończoną egzaminem.
Zdecydowałam, że będziemy odwiedzać samotne dzieci w Domach Dziecka, organizować zajęcia dla trudnej młodzieży z problemami, oraz prowadzić spotkania w domach seniora.
Happy miała „męża”. Był nim nasz kochany lider zaprzęgu Szeryf. Oboje obdarowali nas pięknym miotem malamutów. Happy zawsze emanowała spokojem i miłością. Kochałam patrzeć jak zajmowała się własnymi dziećmi i byłam szczęśliwa, że mogliśmy dać światu szczenięta o tak pięknych charakterach i urodzie.
Happy była bardzo wszechstronnym malamutem. Właściwie towarzyszyła mi we wszystkim, co tylko sobie wymyśliłam. Miałam pewność, że lubi moje pomysły i sprawia jej przyjemność praca ze mną. Widziałam to w jej mądrych oczach, a upewniał mnie jej piękny uśmiech.
Happy wspaniale pracowała w zaprzęgu. Nie należała do malamutów z przekornym charakterem, upartych i niezależnych. Była bezkonfliktowa. Można było przypiąć ją w parze z każdym innym samcem, a też z suką.
Przez trzy kolejne lata startowała w bardzo trudnych 3-dniowych zawodach w wysokich górach. Razem z Szeryfem pięknie prowadziła zaprzęg sześciu malamutów. To na tych zawodach jeden z najsłynniejszych maszerów – Mistrz Świata z zaprzęgiem grenlandów powiedział, że tylko nasze malamuty może minąć bez strachu, że zaprzęgi nawzajem się pogryzą. Tak, nasze malamuty były zawsze wpatrzone w Grzegorza, kochały go i słuchały. I szanowały jak przystało na jego pozycję alfa w stadzie.
Odwiedzając z Happy Domy Dziecka kiełkowała w nas pewna myśl. Bardzo wzruszały nas małe dziecięce rączki wtulone w malamucie futro. Widzieliśmy jak dziewczynki szeptały do ucha Happy jakieś swoje tajemnice i tęsknoty. Obserwowaliśmy jak Happy błyskawicznie nawiązywała porozumienie z najbardziej wystraszonymi i wycofanymi z naszego brutalnego świata dziećmi. Wiedzieliśmy, że z Happy dotrzemy do każdego dziecka, że nasza malamutka stopi wszelkie lody strachu i niepewności. Czuliśmy, że kiedyś przyjdzie taki czas, że w naszym domu i my przytulimy takie samotne dziecko.
Dziś Happy odeszła. Zostawiła ogromną pustkę, ale i przekonanie, że jej życie było DUŻO WARTE, niezastąpione i wyjątkowe.

Strony: 1 2


Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj poprzedni wpis:
Malamuty na Starym Mieście

Za nami niesamowity spacer z malamutami i łajkami Z Klanu Wydry.Bardzo cenimy sobie wspólnie spędzony czas z ludźmi, których łączy...

Zamknij